Czy jesteś profesjonalistą?

Niektóre treści i reklamy zawarte na tej stronie przeznaczone są wyłącznie dla profesjonalistów związanych ze stomatologią

Przechodząc do witryny www.stomatologianews.pl zaznaczając - Tak, JESTEM PROFESJONALISTĄ oświadczam, że jestem świadoma/świadomy, iż niektóre z komunikatów reklamowych i treści na stronie przeznaczone są wyłącznie dla profesjonalistów, oraz jestem osobą posiadającą wykształcenie medyczne, stomatologiczne lub jestem przedsiębiorcą zainteresowanym ofertą w ramach prowadzonej działalności gospodarczej.

Nie jestem profesionalistą

Będąc młodym dentystą

30022(0).jpgMłody dentysta winien być czujny i z precyzją godną psychologa diagnozować typy osobowości pacjenta. W korowodzie barwnych postaci mamy takie, które najlepiej wysłać do gabinetu, którego nie darzymy szczególną estymą. Oto one, czarne charaktery kronik medycznych.

SPECJALISTA

„Tu na stycznej mi się coś chyba zrobiło, takie ciemne, widzi pani? I wieczorem mnie ćmi, pewnie będzie do leczenia kanałowego. Nie dam sobie zrobić, wszyscy mówią, że boli. Kamień mi się zrobił od tego palenia i kawy. A tak w ogóle to wyczytałam na stronie pro-eko, że zęby najlepiej czyścić suchą szczoteczką z sodą. Jedna taka pani poleca gałązkę brzozową ponacinać nożem, podpalić i witką taką zęby szorować. I tu, od środka, na górze… Jak się ta powierzchnia w ogóle nazywa?”.

ENTUZJASTA

W karcie trzy nieobecności z rzędu, ostatnia wizyta w 2006 roku. „No, wiem, że mnie trochę nie było, ale muszę się za siebie wziąć. Teraz to poleczymy (gest towarzyszący – charakterystyczne pocieranie rąk). Bo jak się coś zaczęło, to trzeba skończyć, nie sądzi pani?” Sądzę. Pomimo licznych zapewnień, obietnic i notatek w kalendarzu, pacjent nie pojawia się na kolejnej wizycie.

HISTERYK

„Od razu poproszę znieczulenie. O matko, jakoś dziwnie się po tym zastrzyku czuję. Zaraz… Jeszcze nigdy mi tak szczęka nie zdrętwiała. Wszystko pani dobrze zrobiła? Możemy otworzyć okno? O Jezu, o Jezu. Chyba zwymiotuję… Uuups. Przepraszam… Ja taka nerwowa jestem od maleńkości. Pani doktór, no nic, spierze się”.

NIESUBORDYNOWANY

Nie odwołuje wizyt, po czym nie przychodzi na umówione. Nie odbiera telefonu. Po trzech latach wpada do gabinetu i orzeka: „Dawno się nie widzieliśmy. Zęby koszmarnie mi się posypały” (argumenty podparte oskarżycielskim, ciężkim spojrzeniem). Powszechnie znany jest fakt, że wszelkie winy za chore zęby ponosi stomatolog. Zwykle bez potrzeby przecież wkracza w naturalne procesy gnuśnienia i rozkładu uzębienia. Sztandarowe hasło: „Poprzedni dentysta zęby mi zniszczył”. Nieładnie.

BEZTROSKI RODZIC

„Kubuś, uspokój się, przyszliśmy tylko obejrzeć ząbki” – stwierdza, trzymając kurczowo swojego potomka, próbując skrępować mu wszystkie kończyn. Dziecko, czerwone na twarzy, ryczy. Pacjenci w poczekalni strzygą uszami na dźwięki świadczące o tym, że za drzwiami dokonuje się akt ludobójstwa. Albo że lekarz był pierwowzorem dla Hannibala Lectera, wszystko jedno. „Nigdy się tak nie zachowywał” – oznajmia rodzic tonem wyrażającym łagodne zdumienie, niknącym jednak w dzikich wrzaskach pacholęcia. „Kochanie, nie wolno gryźć/pluć/kopać pana dentysty w głowę. Naprawdę. Bo nie będzie nagrody. I nie pojedziesz do babci”.

SPRYCIARZ

„Ja z bólem, przyjmie mnie pani? No normalnie nie wytrzymam!”. Pół godziny później, na fotelu: „Gdzie pana boli?” – pyta stomatolog. – „Tutaj? To jest łuska popcornu, należało po prostu użyć nici”. „Aha, a niech pani przy okazji sprawdzi resztę. Dawno na przeglądzie nie byłem” – oznajmia radośnie pacjent.

MALKONTENT

„Oj, Boże, tak ciężko tu do was trafić, koniec świata. Nogi mi popuchli w autobusie, a tak w ogóle to bilety podrożały. A żeby szlag tych od podatków trafił. Żeby tak pieniądze leżały na ziemi. A tu nie, jeszcze tylko daj. Ja się pytam z czego?! Po ile w ogóle białe plomby? Osiemdziesiąt złotych?! A dlaczego tak drogo? Czterdzieści lat składki płacę, za darmo powinnam mieć. No nie, proszę paniom, to ja się w takim razie nie decyduję (wygłoszone z kombinacją zniechęcenia i wyższości)”.

UZALEŻNIONY OD KOMÓRKI

Cały czas pisze SMS-y w stylu: „Ty, nie mogę, zaraz mnie znieczulą”, „O której ustawka?”, odpowiada na maile między naszą dmuchawką a turbiną. Tuż po wytrawieniu szkliwa czy osuszeniu kanału pyta: „Mogę teraz odebrać”? Tylko niewiele bardziej drażniący od asystentki, która nieustannie wisi na telefonie.

BIZNESMEN

Jest idealnie na czas, perfekcyjnie ubrany, wkracza do gabinetu w nieskazitelnym garniturze. W lewej ręce skórzana teczka, w prawej najnowszy Iphone. W trakcie badania zdąży odebrać telefon, po czym oświadczy z promiennym uśmiechem: „Właśnie wypadło mi szalenie ważne spotkanie, wiem, że jesteśmy umówieni na dwugodzinną wizytę, ale czy możemy zrobić tylko przegląd?”.

Drodzy Młodzi Adepci. Jeśli rozpoznajecie u swojego pacjenta powyższe symptomy, zastanówcie się, czy nie lepiej czasem wręczyć mu wizytówkę nielubianej przychodni. Starsi koledzy na pewno przyznają mi rację, życie jest zbyt krótkie, aby się denerwować…


Autor:
lek. dent. Monika Żbikowska

Zdjęcie:

Fotolia