ZNAJDŹ LEKARZA

czwartek, 21 Wrzesień 2017 Wersja beta
Patronat:
6media

Lasery to przyszłość

Frelich_fotRozmowa z lek. stom. Henrykiem Frelichem, właścicielem AHF Specjalistycznego Centrum Stomatologicznnego w Żorach.

Jak zaczęła się Pana przygoda z laserami?

Od wielu lat pracowaliśmy z laserem biostymulacyjnym, który należy do innej kategorii. Brakowało nam tylko lasera zabiegowego.

Moja przygoda rozpoczęła się na Targach Krakdent w Krakowie. Zaproponowano mi, żebym przeciął ząb trzonowy. Zajęło mi to kilkanaście sekund. I właśnie to doświadczenie przekonało mnie, że laserem można pracować dużo szybciej, co w dzisiejszych czasach jest olbrzymią zaletą. W zeszłym roku kupiliśmy sprzęt firmy Fotona, który ma w swoim składzie dwa lasery: neodymowo-yagowy i erbowo-yagowy.

Skąd czerpał Pan wiedzę na temat wykorzystania laserów? Czy jest ona szeroko i łatwo dostępna?

Żyjemy w takich czasach, że dostęp do informacji – jeśli tylko się chce – jest przeogromny: internet, publikacje, książki na ten temat. Oczywiście, gdy zakupiliśmy to urządzenie, cały mój zespół odbył kilkudniowe szkolenie. Przyjechał do nas lekarz reprezentujący firmę Fotona – dr Jugoslav Jovanović – i przeszkolił nas pod kątem teoretycznym i praktycznym. Obecni byli również pacjenci, których poddano zabiegom pod opieką dr. Jovanovića. Dlatego uważam, że wiedza na ten temat, jak również materiały, są łatwo dostępne.

Czy używanie lasera najnowszej generacji daje rzeczywiste korzyści i poprawia komfort pracy?

Zdecydowanie tak. Wszystkie nowości wymagają czasu, żeby wdrożyć pewne procedury w praktykę. Trzeba przestawić organizację, zmienić mentalność własną i zespołu, żeby przekonać się do nowych technologii. Udało nam się to zorganizować, choć jest jeszcze dużo do zrobienia. Ciągle pracujemy nad tym, żeby wszystko sensownie poukładać.

Co, Pana zdaniem, zniechęca niektórych do używania lasera, czego się boją?

To pytanie należałoby zadać lekarzom, którzy nie pracują z laserem. Oczywiście trzeba się natrudzić, żeby to wszystko opanować. Nie jest to łatwe. To urządzenie, które może być groźne, tym bardziej w rękach ludzi, którzy się go boją. Wystarczy jednak poznać ustawienia. To jest tak jak z każdym nowym urządzeniem – nie tylko leczniczym – trzeba poznać je, nabrać wprawy w użytkowaniu. Oczywiście ważna jest praktyka, np. na preparatach w postaci wyekstrahowanych zębów. Wtedy też można całkiem dobrze i bezstresowo sobie radzić. Każdy zabieg i każda procedura, czy stomatologiczna, czy medyczna, wymaga treningu. Nie można eksperymentować na pacjencie.

W jakich przypadkach stosuje Pan laser?

Jestem specjalistą w dziedzinie protetyki, ale zajmuję się również chirurgią i implantologią, więc próbuję wykorzystywać laser w zabiegach chirurgii stomatologicznej i implantologicznej. Ostatnio prowadzę również badania i leczę pacjentów, którzy mają problem z chrapaniem. Większość społeczeństw na świecie się z tym boryka. Sporadycznie chrapiemy wszyscy, ale są pacjenci, którzy chrapią permanentnie. To poważny problem społeczny. Prowadzę projekt, w którym badam pacjentów polisomnografem, rejestruje on charakterystykę snu. Na tej podstawie dowiadujemy się, czy pacjent chrapie, jak często, jak długo i czy ma bezdechy. Uważam, że każde chrapanie należy leczyć. Laser erbowo-yagowy nadaje się do tego idealnie.

Czyli laser to panaceum na problemy z zębami, ale też… chrapanie. Zabieg NightLase™ zmniejsza występowanie bezdechów oraz amplitudę chrapania. Może Pan opowiedzieć, na czym on polega i jakie przynosi rezultaty?

Leczenie chrapania laserem erbowo-yagowym jest absolutnie nieinwazyjne, co jest bardzo ważne. Wiemy, że potrafimy leczyć chrapanie laserami chirurgicznymi, ale są to zabiegi inwazyjne. Polegają one na wycięciu tkanek miękkich w obrębie górnych dróg oddechowych, podniebienia miękkiego, języczka. Natomiast leczenie metodą NightLase™ polega na naświetlaniu tych struktur anatomicznych w obrębie jamy ustnej, które są odpowiedzialne za chrapanie: podniebienia miękkiego, języczka, łuków podniebienno-językowych, migdałków i bocznej części języka.

Chrapanie polega na wpadaniu w wibracje podczas wdechu tychże właśnie anatomicznych struktur, struktur wiotkich. Dawka promienia lasera jest tak dobrana, że powoduje kontrakcję włókien kolagenowych w obrębie tkanek miękkich oraz stymuluje komórki, które są odpowiedzialne za produkcję kolagenu (np. fibroblasty). Dzięki temu zwiększa się sztywność tych wszystkich tkanek. Ulegają one pomniejszeniu, w wyniku czego dochodzi do spadku natężenia chrapania lub ustaje ono całkowicie. Mamy trzy sesje lecznicze: pierwsza, druga po dwóch tygodniach i po 45 dniach od pierwszej – ostatnia. Bardzo dobrze to widać podczas badania polisomnografem. Badam pacjentów przed leczeniem i po leczeniu, czyli widzimy zapis tego jak było i jak jest po terapii. To działa, mogę to powiedzieć z pełną odpowiedzialnością. Przebadałem w ten sposób już około trzydziestu pacjentów i wyniki pokazują, że urządzenie jest skuteczne.

Czy mógłby Pan opisać szczególnie ciekawy przypadek, z którym mieli Państwo do czynienia?

Wiele jest interesujących przypadków, szczególnie tutaj. Na przykładzie tych pacjentów zauważyłem, że po otrzymaniu poligrafu stres z tym związany powoduje, że często czuwają podczas snu. W takiej sytuacji ponawiamy badanie. Gdy pacjent oswoi się z tym urządzeniem, wtedy rzeczywiście pojawiają się prawdziwe zapisy.

Miałem ostatnio pacjentkę, która okazała się rekordzistką. W urządzeniu zarejestrowało się ponad 1800 epizodów chrapania, co stanowiło ok. 65% snu. Poprzedni rekordzista – mężczyzna – miał 360-380 zarejestrowanych epizodów. Ogromna różnica. Proszę sobie wyobrazić, jakie są konsekwencje takiego chrapania związane z niedotlenieniem organizmu: pacjenci są niewyspani, zmęczeni, często cierpią na depresję. Są one naprawdę poważne.

Jaka jest przyszłość laseroterapii? W jakim kierunku rozwinie się ta dziedzina?

Myślę, że wszystko jest kwestią czasu. Wiadomo, że te zabiegi są bardzo mało inwazyjne. Podałem przykład leczenia chrapania, ale można wykorzystywać lasery, np. w stomatologii zachowawczej. Leczenie próchnicy wiązką lasera jest bezbolesne. Można używać lasera w szeroko pojętej periodontologii. Z pewnością jest to kosztowna inwestycja, ale jest to inwestycja w rozwój całej praktyki i też ogromny plus dla pacjentów. Zawsze przyświeca mi taki cel. Wiem, że to, co robimy, że się rozwijamy, uczymy, jeździmy na kursy, konferencje, to, że chcemy być coraz lepsi, czynimy to właśnie dla dobra naszych pacjentów.

Rozmawiała Iga Szymańska.

Przejdź do następnej strony

Najnowszy numer

Nasi klienci