ZNAJDŹ LEKARZA

poniedziałek, 23 Październik 2017 Wersja beta
Patronat:
6media

Z pamiętnika biegłego – część III

Póty dzban wodę nosi, póki się ucho nie urwie. Tak brzmi ludowe przysłowie, jakże stosowne do historii, która wydarzyła się przed kilkoma laty w jednym z niewielkich miast, gdzieś w Polsce.

 

Powszechnie wiadomo było, że w większości pracowni protetycznych wspomnianej miejscowości pacjent bezpośrednio mógł wykonać zarówno ruchome, jak i stałe uzupełnienie protetyczne w bardzo konkurencyjnych w stosunku do gabinetów stomatologicznych cenach. Proceder miał miejsce „od zawsze”. Wiedzieli o tym tak mieszkańcy miasteczka, jak i stomatolodzy.

 

Jedna z pacjentek miejscowego gabinetu ortodontycznego, w wieku 40 lat, wieńcząc noszenie stałego aparatu na górnym łuku zębowym, udała się do rekomendowanej pracowni protetycznej, by wykonać mosty. Pani technik po zaplanowaniu uzupełnień protetycznych (mosty: 16.15.0.13.0.11 oraz 25.0.27 i korony: 21, 22) zadecydowała o wstępnym opracowaniu zębów w gabinecie stomatologicznym, z którym współpracowała (!). Wskazana stomatolog podczas trzech spotkań opracowała wstępnie zęby pacjentki (16, 15, 13, 11, 21, 22, 25, 27). Podczas pierwszego spotkania w gabinecie stomatolog obecna była również pani technik. Brak założonej kartoteki leczenia pacjentki uniemożliwił ustalenie przeprowadzanych czynności w gabinecie, np. które z zębów opracowywane były na którym spotkaniu.

 

shutterstock_113666593Po wizytach w gabinecie stomatologicznym pacjentka została umówiona na wizytę z panią technik w jej pracowni technicznej. Tutaj nastąpiła korekta szlifowania tych zębów, które opracowane były podczas dwóch kolejnych wizyt w gabinecie, którym pani technik już nie towarzyszyła. Pacjentka, siedząc na taborecie, nie tylko miała opracowywane zęby, ale także pobierane wyciski. Po kilku dniach praca protetyczna była gotowa do zacementowania. Panią technik nie zniechęcił fakt nieszczelności brzeżnej przy większości koron oddawanych prac. Prace protetyczne zostały zacementowane, a nieszczelności koron uzupełnione materiałem światłoutwardzalnym, który wkrótce po założeniu odpadł. W miarę upływu czasu nieszczelności brzeżne powiększały się. Pacjentka zwróciła się do pani technik z prośbą o pomoc, niestety nie przynosiło to efektów. „Lekarstwem” okazała się wizyta u stomatologa, który przeprowadził prawidłowo całość leczenia protetycznego.

Pacjentka oddała sprawę do sądu. Pozwaną była pani technik. Jak potoczyło się postępowanie po wydanej przeze mnie opinii, nie wiem. Aktualnie przeciwko pani technik toczy się postępowanie prokuratorskie.

 

Jakikolwiek komentarz w opisanej sprawie wydaje się być zbędny. Warto jednak zwrócić uwagę na postępowanie pani stomatolog. Z całą świadomością bowiem współpracowała z panią technik, począwszy od niezałożenia kartoteki leczenia stomatologicznego, po przekazanie pacjentki do pracowni techniki dentystycznej dla kontynuacji leczenia protetycznego. Czy było to pierwszy raz? I, o zgrozo, z akt sprawy wynikało także, że pani doktor aktywnie działała w pobliskiej Okręgowej Izbie Lekarskiej, wspomagając orzecznika do spraw etyki lekarskiej (!). Jednak pacjentka wysunęła zarzuty tylko w stosunku do pani technik. Hipokryzja pani stomatolog nie była poddana ocenie…

 

To względy ekonomiczne będą decydowały o tym, że pacjenci protetyczni będą skłonni wybierać drogę na skróty, z pominięciem gabinetu stomatologa. Żadne ustawy tego nie zmienią. Może tylko praca nad świadomością pacjentów co do faktycznej roli stomatologa podczas poszczególnych etapów leczenia będzie mogła ograniczyć liczbę tych wybierających technika zamiast stomatologa.

 

Do zasygnalizowania pacjentom pozostaje bardzo ważny problem profilaktyki onkologicznej i eliminacji ryzyka infekcji krzyżowych. Bo czy wspomniana pani technik była w posiadaniu jałowych instrumentów? Przestrzegała zasad sterylizacji i dezynfekcji? Czy jej pracownia protetyczna wyposażona była w autoklaw? Czy przeprowadzane były testy skuteczności sterylizacji? Te elementy mogą zostać rozwiązane wyłącznie przez stomatologa w warunkach gabinetu stomatologicznego.

 

A solidarność zawodowa w kontekście postępowania wspomnianej pani stomatolog? Ten problem pozostawiam do indywidualnego przemyślenia…

 

 

Autor:
dr n. med. Agnieszka A. Pawlik

Publikowany tekst nie jest dziełem fikcji, a podobieństwo do prawdziwych postaci nie jest efektem zbiegu okoliczności. Zostało przez autorkę zamierzone. Bohaterowie  są prawdziwymi osobami, a ich historie miały miejsce i wykreowało
 je samo życie.

 

Przejdź do następnej strony

Najnowszy numer

Nasi klienci