ZNAJDŹ LEKARZA

poniedziałek, 18 Czerwiec 2018 Wersja beta
Zobacz:

Z pamiętnika biegłego – część VIII

Tekst nie jest dziełem fikcji, a podobieństwo do prawdziwych postaci nie powstało w wyniku zbiegu okoliczności. Zostało przez autorkę zamierzone. Bohaterowie są prawdziwymi osobami, a ich historie miały miejsce i wykreowało je samo życie. 

Nawet ząb mleczny może stać się powodem bólu głowy stomatologa siedzącego w roli pozwanego w sądzie. Historia, która do tego doprowadziła, jest tym bardziej przykra, że znaczący w niej udział przypadł stażyście.

Zaczęło się banalnie, dziewięciolatek w towarzystwie ojca zgłosił się do stomatologa ze skierowaniem od ortodonty i zdjęciem RTG panoramicznym, by usunąć korzenie jednego z mlecznych trzonowców. Zadanie to wydawało się banalne, więc właściciel gabinetu zlecił je stażyście. Młody stomatolog zdecydował o zabiegu w znieczuleniu powierzchownym. Ponieważ procedura przedłużała się, a mały pacjent był coraz bardziej zdenerwowany i nie krył bólu, właściciel gabinetu zdecydował się pomóc stażyście. Jednak i on miał problem z dokończeniem usunięcia zęba bez sygnalizowanego przez małolata bólu. Podjęto więc decyzję o podaniu znieczulenia przewodowego. To pozwoliło na zakończenie zabiegu. Jakież jednak było zaskoczenie tak stażysty, jak i stomatologa z już wieloletnim doświadczeniem zawodowym, kiedy zorientowali się, że w kleszczach tkwi stały przedtrzonowiec! Usuniętym zębem był 34, a nie 74! Gorączkowo rozważono szansę na replantację. Ząb umieszczono w zębodole, unieruchomiono tymczasowo ligaturą i jeszcze tego samego dnia „pechowy” pacjent trafił do ośrodka klinicznego, gdzie zajęto się problemem. Niestety wkrótce okazało się, że mimo solidnego unieruchomienia ząb 34 obumarł i konieczne było przeprowadzenie leczenia kanałowego. W kolejności doszło do znacznego stopnia resorpcji korzenia zęba i po kilkunastu miesiącach od feralnego zabiegu pacjent ostatecznie utracił stały ząb 34. Rodzice chłopca oddali sprawę do sądu.

Jak mogło dojść do takiego błędu? W jaki sposób aż dwóch stomatologów pomyliło ząb mleczny z zębem stałym? Dlaczego w trakcie ekstrakcji nic nie wzbudziło podejrzeń, że coś pomylono i kontynuowano zabieg?

Skierowanie od ortodonty zalecało u dziecka usunięcie zęba mlecznego, określonego systemem Zsigmondyego, który obecnie jest rzadko stosowany. Może stażysta, posługujący się rutynowo systemem dwucyfrowym (Viohla), źle odczytał zapis ortodonty i pomylił strony (skoncentrował się na lewej stronie żuchwy, a powinien na prawej?). Może nie chodziło o ząb 74, a 84? Otóż nie. Zalecenie ortodonty mówiło o usunięciu zęba 74 (nomenklaturą Zsigmondy’ego). Może ortodonta pomylił w zapisie Zsigmondy’ego ząb 74 z 84? Mógł wskazywać na to przede wszystkim zapis w kartotece leczenia ośrodka klinicznego, że tuż po replantacji zęba 34 usunięto resztkowe korzenie zęba 84. Czy to możliwe, że ortodonta wskazał pisemnie niewłaściwy ząb (którego w jamie ustnej pacjenta w dniu pechowej ekstrakcji nie było)?

Moje dywagacje rozwiała data skierowania wystawionego przez ortodontę i analiza zdjęcia RTG panoramicznego z dnia wizyty u ortodonty. Oba dokumenty datowane były prawie rok przed wizytą pacjenta w gabinecie pozwanego. Co zobaczyłam na RTG panoramicznym? W III ćwiartce widoczne były rozseparowane korzenie zęba 74, spomiędzy których wyłaniał się ząb 34. Natomiast w ćwiartce IV widoczna była korona zęba 84 z resztkowymi korzeniami, poniżej których obecny był ząb 44. Po roku od wizyty u ortodonty w jamie ustnej dziecka nie było już w korzeni mleczaka (74), o których usunięcie prosił ortodonta. Zostały całkowicie zresorbowane, wypchnięte przez wyrzynający się ząb 34 lub „ewakuowały” się same, np. podczas sumiennego szczotkowania. Natomiast ząb 84, którego korona widoczna była na zdjęciu RTG, w międzyczasie uległ zniszczeniu na tyle, że po roku pozostały jakieś jego resztki, usunięte w ramach sanacji (co odnotowano w kartotece tuż po zabiegu replantacji).

Doszukiwanie się przeze mnie „drugiego dna” było bezzasadne. W sumie należało przyznać, że stażysta nie rozpoznał zęba. Stomatolog opiekun natomiast powielił jego błąd. Mam nadzieję, że nie ma wątpliwości co do tego, że stomatolog opiekun był dosłownie tylko w cudzysłowie opiekunem.

Ocenę historii, z życia wziętej, jak zwykle pozostawiam czytelnikowi.

 

Autor:
dr n. med. Agnieszka A. Pawlik

Zdjęcie:

schutterstock

 

Przejdź do następnej strony

Nasi klienci