ZNAJDŹ LEKARZA

środa, 18 Lipiec 2018 Wersja beta
Zobacz:

Z pamiętnika biegłego – część X

shutterstock_113666593-e13977163256041Tekst nie jest dziełem fikcji, a podobieństwo do prawdziwych postaci nie powstało w wyniku zbiegu okoliczności. Zostało przez autorkę zamierzone. Bohaterowie są prawdziwymi osobami, a ich historie miały miejsce i wykreowało je samo życie. 

Pomylenie zębów podczas czynności terapeutycznych zdarza się. Czy w takiej sytuacji coś może usprawiedliwić stomatologa? Z punktu widzenia adwokata, szczególnie jeśli przygotowuje pozew sądowy w imieniu klienta, czegoś takiego nie ma. Z kolei pacjent, nawet jeśli decyduje się na oddanie sprawy do sądu, jak miałam się okazję przekonać, potrafi zobaczyć przysłowiowe „drugie dno”…

37-letni pacjent zgłosił się z bólem zęba 17 do gabinetu stomatologicznego z kilkoma stanowiskami. Pani stomatolog po wykonaniu RTG i zbadaniu pacjenta zdiagnozowała częściową nekrozę przy dużym zniszczeniu korony zęba. Zaproponowała leczenie kanałowe. Niestety pacjent nie potrafił zaakceptować ceny za usługę, wobec czego podjęto decyzję o usunięciu zęba (była to decyzja niełatwa tym bardziej, że w I ćwiartce, przy obecności pozostałych, brakowało jedynie zęba 18). Decyzja została odnotowana w kartotece, pacjent został przekazany (wraz z kartoteką) do sąsiedniego pomieszczenia, gdzie przyjmował inny stomatolog i gdzie miano usunąć ząb 17.

Jakież było zdziwienie pacjenta, kiedy po powrocie do domu zorientował się, że ząb 17 wciąż jest w jamie ustnej, a brakuje zęba 16(!). Natychmiast wrócił do stomatologa. Przeprosiny ze strony lekarza, który potwierdził pomyłkę, jaka zaszła podczas ekstrakcji, uzupełnione były propozycją nieodpłatnej próby leczenia kanałowego zęba 17. Pacjent wyraził zgodę. Niestety stomatolog ostatecznie, po nieudanych próbach udrożnienia kanałów, odstąpił od procedury.

W finale ząb 17, zgodnie z planem, został tego samego dnia usunięty. Za jednym zamachem pacjent pozbył się wszystkich trzonowców w I ćwiartce. Świadomość sytuacji podsunęła stomatologowi pomysł na zrekompensowanie tego pacjentowi i zaproponował wykonanie mostu 14.15.0 na własny koszt. Po zagojeniu rany poekstrakcyjnej wykonał zasugerowane uzupełnienie protetyczne, które niestety nie spełniało oczekiwań estetycznych pacjenta i nie było właściwie dopasowane do zgryzu.

Po kilku próbach dopasowania mostu do zgryzu pacjent opuścił gabinet, udał się do innego stomatologa, który wykonał mu estetyczny, zgryzowo funkcjonalny most. Z czasem cała historia stała się powodem sądowego pozwu.

Gdzie jest to „drugie dno?” – zapyta czytelnik.

Po zbadaniu pacjenta w celu przygotowania opinii sądowej z jego ust usłyszałam taki komentarz: „Wie pani, pani doktor, ja nie mam jakichś strasznych pretensji do tego pana doktora. On był dla mnie bardzo miły i tak bardzo przejął się tą pomyłką i tak bardzo mnie przepraszał i chciał to jakoś załagodzić. W końcu każdemu może się zdarzyć pomyłka. I wie pani, ja cały czas, siedząc na fotelu, miałem wrażenie, że on już raczej nie powinien pracować, bo chyba miał koło sześćdziesiątki. Chyba trochę już nie dowidział, jak podawał mi znieczulenie i usuwał zęba, i brakowało mu cierpliwości później, jak chciał znaleźć te kanały w siódemce… No ale wy, lekarze, wszyscy jesteście ubezpieczeni i to nie ten pan doktor będzie płacić, to w sumie dlaczego miałem nie oddać sprawy do sądu, żeby pokryć koszty mostu, który zrobiłem w innym gabinecie? A adwokat mówi, że to ewidentny błąd lekarza, więc i jakieś odszkodowanie firma ubezpieczeniowa będzie musiała zapłacić”.

Kiedy to usłyszałam, wszystko ułożyło się w logiczny ciąg wydarzeń. W dokumentacji akt było zdjęcie RTG okolicy 17, 16 sprzed ekstrakcji. Widać było ząb 17 z zakrzywionymi korzeniami policzkowymi, korona była w pewnym stopniu zniszczona. Natomiast sąsiedni ząb 16 był po leczeniu kanałowym. Jego korona była zniszczona w dużo większym stopniu niż zęba 17. Widoczne było wypełnienie, które – jak wynikało z kartoteki leczenia – zostało założone przed 5 laty i było kilkukrotnie uzupełniane w związku z odłamywaniem się cienkich ścian korony zęba. Czy wobec tego w badaniu wewnątrzustnym ząb 16 nie mógł być w gorszym stanie niż ząb 17? Dodajmy do tego zamieszanie związane z przekazywaniem pacjenta i jego kartoteki do sąsiedniego pokoju, a być może i inne okoliczności… To nie jest próba usprawiedliwienia stomatologa, ale raczej odtworzenia wydarzeń, bo przecież bez względu na wszystko i tak pomyłkowo usunięto nie ten ząb, który planowano, a to było błędem.

Wydaje się jednak, że przytoczona historia powinna sprowokować nas do pewnej refleksji. Czy każdy z nas będzie na tyle sprawny, by pracować bez pomyłek do określonego przez ustawodawcę wieku emerytalnego? Jakie może to stanowić ryzyko dla pacjenta, a jakie dla nas samych? Czy jest sposób, by ten problem rozwiązać? Zastanówmy się nad tą kwestią. Wiele grup zawodowych walczy o swoje branżowe przywileje, czy i my, stomatolodzy, nie powinniśmy? Póki co, z powodu naszej bezczynności mogą tracić pacjenci, tracimy my, a korzystają adwokaci.


 

Autor: 
dr n. med. Agnieszka A. Pawlik

Przejdź do następnej strony

Nasi klienci