ZNAJDŹ LEKARZA

poniedziałek, 11 Grudzień 2017 Wersja beta
Patronat:
6media

Z pamiętnika biegłego – część XII

shutterstock_113666593-e13977163256041Tekst nie jest dziełem fikcji, a podobieństwo do prawdziwych postaci nie powstało w wyniku zbiegu okoliczności. Zostało przez autorkę zamierzone. Bohaterowie są prawdziwymi osobami, a ich historie miały miejsce i wykreowało je samo życie.

Czy w gabinecie stomatologicznym stać nas dzisiaj na innowacyjność? Jak pogodzić ryzyko ofiary w osobie pacjenta, złożonej na okoliczność wdrożenia nowej technologii, i konsekwencji prawnych dla stomatologa w przypadku niepowodzenia terapii?

Poniższa historia miała miejsce kilkanaście lat temu…

50-letni pacjent zgłosił się do stomatologa celem kompleksowego leczenia. Ustalono, że wskazane jest powtórne leczenie kanałowe kilku zębów (14, 15, 27, 34, 43, 44). Zaplanowano wykonanie koron na zęby 14,
15 oraz uzupełnienie protetyczne braków skrzydłowych w żuchwie. Zapisy w kartotece pacjenta informują o przeprowadzeniu powtórnego leczenia kanałowego zębów 14, 15. Próby dotyczące leczenia zębów 27, 34, 43, 44 zakończyły się niepowodzeniem. Równocześnie zęby 43 i 44 wzmocniono standardowymi wkładami koronowo-korzeniowymi. Na koniec wykonano uzupełnienie braków zębowych w postaci dwóch mostów: 34.35.00 i 44.45.0.0. Oba mosty wsparte były na podpórkach szklanych, które w okresie wykonywania prac protetycznych były reklamowane jako alternatywa dla kosztownych implantów w przypadku braków skrzydłowych i braku akceptacji protezy ruchomej ze strony pacjenta.

W ciągu 3 lat od zakończenia prac pacjent dwukrotnie zgłaszał się do stomatologa w związku z odcementowaniem się mostu 44.45.0.0. Po kolejnych 5 latach złożył pozew do sądu.

W trakcie wspomnianych 5 lat, jak przedstawiła dokumentacja stomatologiczna z akt sprawy, przeprowadzono u pacjenta w innym gabinecie leczenie ropnia okolicy zęba 14, wraz z ponownym leczeniem kanałowym. Konieczne było wykonanie resekcji wierzchołka korzenia zębów 43 i 44 (z powodu torbieli okołowierzchołkowych). Przeleczono powtórnie kanałowo ząb 34 i wykonano leczenie kanałowe zębów 45 i 35 z powodu obecności zmian okołowierzchołkowych. W międzyczasie pacjent konsultował się w poradni dysfunkcji stawu skroniowo-żuchwowego w związku z bólami w stawie i bruksizmem. W ramach leczenia zalecono mu szynę relaksacyjną.

Badając pacjenta przed przygotowaniem opinii, w szczęce stwierdzono brak zębów 18, 26, 28, nieuzupełnione braki skrzydłowe w żuchwie, obecność zgryzu głębokiego, starcie patologiczne brzegów siecznych dolnych siekaczy i tarczki wyświechtania na zębach 43, 33, bolesność uciskową przyczepów żwaczy obustronnie. Obecne były też niezaopatrzone kikuty koron zębów 34, 35 oraz 44, 45. Braki zębowe w żuchwie nie były zaopatrzone żadnym uzupełnieniem protetycznym.

Cenne wskazówki przed napisaniem opinii mogły dostarczyć publikacje dotyczące podpórek szklanych. Jakież było moje zdziwienie, że przed około 10 laty, kiedy wchodziły na rynek polski, brak było naukowych doniesień dotyczących wskazań, ograniczeń, ewentualnych komplikacji w związku z ich użyciem, stwierdzonych na podstawie wieloletnich obserwacji. 10 lat przyniosło zaledwie kilkanaście tak zwanych opisów przypadków, które nie miały żadnego okresu obserwacji, a prezentowane były przez pracowników jednego ośrodka akademickiego. Cała wiedza na ich temat zgromadzona była w ulotce jedynej, produkującej je firmy.

Jak więc stomatolog (w tym przypadku z kilkuletnim zaledwie stażem pracy) mógł zająć najbezpieczniejsze dla siebie i pacjenta stanowisko, proponując innowacyjne rozwiązanie uzupełnienia braku zębowego? Z mojego punktu widzenia nie miał on na to żadnej szansy. Zachwycony nowinką, być może prezentacją dystrybutora produktu na Polskę, zachęcony łatwością wykonania opisaną przez producenta, podjął decyzję. Okazało się, że brzemienną w skutkach.

Czy brak doniesień w piśmiennictwie, możliwości dokształcenia się w nowym temacie, świeżego rozwiązania terapeutycznego usprawiedliwiają lekarza w sytuacji pojawienia się komplikacji, a nawet błędu (bo brak precyzyjnych wskazań i ograniczeń opartych na udokumentowanych obserwacjach stwarza takie ryzyko)? Jak oprzeć się pokusie użycia nowego rozwiązania, kiedy poddani jesteśmy technikom manipulacyjnym stosowanym przez sprzedawcę? Z drugiej strony, czy stosowanie tylko starych, sprawdzonych i bezpiecznych technik, kiedy technologia ewaluuje i daje coraz ciekawsze pomysły, nie jest cofaniem się i ograniczaniem? To dylematy nie tylko stomatologów, ale medycyny jako takiej.

Przejdź do następnej strony

Najnowszy numer

Nasi klienci