ZNAJDŹ LEKARZA

sobota, 28 maja 2022
Zobacz:

Ciągle idziemy do przodu!

BAD_3772Z lek. dent. Dorotą i Przemysławem Stankowskimi, właścicielami praktyki dentystycznej STANKOWSCY w Poznaniu, rozmawiała Anna Bętkowska-Bielach.

Prowadzą państwo bardzo bogate życie zawodowe – własna praktyka, książka, szkolenia… Skąd wziął się pomysł na taką wszechstronność działań?

Dorota Stankowska: Stąd, że stomatologia jest naszą pasją. To nie tylko zawód, który wykonujemy, to także nasze hobby. Ciągle poszukujemy możliwości rozwoju, bo chcemy pomóc większej liczbie pacjentów. Zwielokrotniamy nasze działania. Uczymy innych lekarzy dentystów, by dzięki nam także oni mogli pomóc innym. I robimy to, co lubimy. Różnorodność naszych działań powoduje, że się nie nudzimy, nasz zawód zapewnia nam świetną zabawę. Ciągle idziemy do przodu.

 

Duża część państwa karier zawodowych wiąże się z nauką w Stanach Zjednoczonych. Na czym polega odmienność pracy z pacjentem w USA od tej w Polsce?

Przemysław Stankowski: W Stanach jest podobnie jak w Polsce pod tym względem, że istnieje niewiele praktyk, które od początku do końca planują leczenie. Większość zajmuje się terapią pojedynczych problemów pacjenta. Gabinety są bardzo wyspecjalizowane, wymusza to prawo. Niektórych rzeczy dentysta bez specjalizacji po prostu nie może zrobić. Pacjenta przysyła się do lekarza po to, żeby rozwiązał określony problem, na przykład wszczepił implant, zrobił endo czy usunął zatrzymaną ósemkę. Lekarze są bardziej zorientowani na rozwiązywanie określonych problemów. Nie robią wszystkiego w tak dużym zakresie, jak to się robi w Polsce, gdzie każdy chce kompleksowo obsłużyć pacjenta. A tak się po prostu nie da.

 

Być może rozwiązaniem powinna być lepsza współpraca między gabinetami?

D.S.: Ktoś, kto ma gabinet, w którym zatrudnia kilku lekarzy, ma ułatwione zadanie. Natomiast gdy pracuje sam, powinien odesłać pacjenta do odpowiedniego lekarza. W Polsce dentyści boją się, że ktoś, do kogo odeślą pacjenta, zabierze im go. Tego w Stanach nie ma. To kwestia zmiany mentalności.

P.S.: I na tym niestety cierpią pacjenci.

 

Dlaczego jeśli chodzi o kształcenie, wybrali państwo akurat Stany Zjednoczone?

D.S.: Zawsze staramy się uczyć od najlepszych. To oczywiście nie znaczy, że w Europie nie ma świetnych specjalistów. Jednak w Stanach mamy kilku swoich „guru”, do których najchętniej jeździmy, by podnosić kwalifikacje. Chcemy być na bieżąco ze światową wiedzą.

 

Jaki jest poziom kształcenia stomatologów w Polsce? Czy możemy konkurować z kolegami z zagranicy?

D.S.: Jeśli chodzi o prywatne kursy, szkolenia czy akademie, poziom w USA jest podobny.

P.S.: Prowadzą je często ci sami wykładowcy w Europie i USA. Materiały i poziom są te same. Jednak w Stanach przeznacza się na takie zajęcia generalnie trochę większe budżety. Dzięki temu wiele rzeczy można tam zrobić inaczej niż w Europie. Dzieje się tak dlatego, że rynek amerykański jest większy, większe jest także zaangażowanie biznesu w stomatologię. Polski rynek stomatologiczny jest stosunkowo mały, chociaż od kilkunastu lat dynamicznie się rozwija. Zwłaszcza od roku 2000.

 

Jest wiele krótkich, jednodniowych kursów, po których dostaje się certyfikat zaświadczający, że lekarz może przeprowadzać implantacje. Czy to jest słuszna droga?

D.S.: Samo wszczepienie implantu nie jest takie trudne. Natomiast wiedzieć, w którym miejscu to zrobić, by ząb i pacjent wyglądali dobrze i aby implant mógł służyć długoterminowo, tu już nie jest tak łatwo.

P.S.: Jeśli chodzi o jednodniowy kurs dla osoby, która jest chirurgiem, zna się na protetyce i planowaniu leczenia, to wszystko w porządku. Ale dla osoby, która nigdy nie miała skalpela w ręce i nigdy nie robiła żadnej dużej pracy protetycznej, jest to zdecydowanie za mało. Niestety nie ma innej alternatywy. System specjalizacyjny w Polsce nie daje żadnej wiedzy implantologicznej. Liczba zabiegów, które trzeba wykonać w ciągu czterech, pięciu lat specjalizacji, jest tak mała, że nie daje lekarzowi praktycznie nic. Za mało stawia się na praktykę. Inna sprawa, że często jedynym powodem, dla którego lekarze myślą o implantach, jest chęć zarobku, a nie fakt, że tego potrzebują pacjenci.

 

Dużym problemem w naszym kraju jest nierówność w dostępności do leczenia stomatologicznego. Jak to wygląda w województwie wielkopolskim?

P.S.: W dużym mieście nie ma z tym żadnego problemu. W Poznaniu jest wiele praktyk dentystycznych. Problem istnieje w mniejszych miejscowościach. Nie jest to jednak kwestia związana z leczeniem zachowawczym czy kanałowym. Pojawia się on, gdy są komplikacje lub trzeba podjąć bardziej skomplikowane leczenie. Wtedy pacjent rzeczywiście nie ma gdzie trafić. Jeśli na przykład lekarz w czasie ekstrakcji otworzy zatokę, to pacjentowi ciężko jest znaleźć chirurga. Takim sam problem występuje zresztą również zagranicą.

Myślę, że to kwestia samej mentalności. Ludziom się wydaje, że będąc w dużym mieście, mają dostęp do pacjentów, których będą leczyć. W małych miejscowościach ludzi jest dokładnie tyle samo, ale niższe są opłaty związane z prowadzeniem gabinetu i utrzymaniem lokalu. Tak naprawdę prowadzić praktykę w małym mieście jest o wiele łatwiej niż w dużym. O wiele łatwiej jest tam zyskać stabilną sytuację. W mniejszych miejscowościach mniejszy wpływ mają reklamy. Pacjenci mają też większy szacunek do lekarza.

Skąd zaczerpnęli państwo inspirację do napisania książki „Bądź bystry u dentysty”? Czy była to chęć uporania się z dentofobią panującą wśród pacjentów?

D.S.: Pomysł wziął się z potrzeby pomocy większej liczbie pacjentów niż ta, którą sami jesteśmy w stanie leczyć. Niestety w Polsce świadomość pacjentów, jeśli chodzi o stomatologię, jest bardzo niska. Dla mnie jako lekarza dentysty najważniejsze jest, by nauczyć pacjenta, jak ma dbać o swoje zęby.

P.S.: Wziął się też stąd, że pacjenci zadawali nam ciągle te same pytania. Rozmawialiśmy z nimi na ten sam temat, także wszyscy znajomi rozmawiali z nimi dokładnie o tym samym. Istniało także sporo nieporozumień na linii lekarz – pacjent. Pacjenci nie wiedzieli, jakich rozwiązań swoich problemów mogą oczekiwać od lekarzy. Nie zdawali sobie sprawy, jakie są możliwości współczesnej stomatologii. Lekarze często nie informują ich o nich. Mówią tylko o tym, co sami są w stanie zrobić.

BAD_3794

D.S.: Na przykład gdyby pacjent trafił do dentysty, który nie zajmuje się implantami, to ten – co się zdarza – po prostu nie powie mu o implantach, tylko zaproponuje protezę albo oszlifuje mu zęby i wykona most. A gdyby ten pacjent wiedział, że w jego przypadku istnieje możliwość odbudowy kości i zrobienia implantu, być może mógłby podjąć świadomą decyzję: czy niszczyć zęby i je szlifować, czy odłożyć pieniądze i przeznaczyć je na wszczepienie implantu. Mimo rosnącej liczby ofert i reklam leczenia implantologicznego duża grupa pacjentów nie wie o takiej możliwości. Komunikacja z pacjentem jest jedną z najważniejszych rzeczy, a w Polsce wciąż panuje przekonanie, że z pacjentem nie rozmawia się o różnych metodach leczenia.

P.S.: Takie podejście dentystów nie zależy od wieku, a od motywacji. Znamy wielu lekarzy, którzy są dużo starsi od nas, a szerzą i propagują nowoczesną stomatologię. Na przykład doktor Dawson, który ma 85 lat, a nadal uczy i wykłada.

Publikacja spotkała się z dużym odzewem w mediach. Wystąpili państwo w telewizji, w serwisach internetowych – nie tylko stomatologicznych – pojawiły się informacje o książce, zdjęcia. Jak zareagowali na nią koledzy stomatolodzy?

D.S.: Odbiór książki był bardzo pozytywny. Pokazaliśmy ją także w Stanach Zjednoczonych i tam również bardzo się spodobała. Mogę zdradzić pewną tajemnicę – w tej chwili tłumaczymy ją na język angielski, będzie więc niedługo dostępna także tam.

P.S.: Nasi koledzy z kolei wykorzystują książkę po pierwsze jako narzędzie marketingowe, a po drugie jako ułatwienie w pracy. Dają ją pacjentom, którzy przychodzą na konsultacje, i proszą o zapoznanie się z jednym lub drugim rozdziałem. Dzięki temu jest im później łatwiej rozmawiać.

D.S.: Na przykład o higienie, na którą w książce położyliśmy duży nacisk. Po tym, gdy pacjent przeczyta książkę, łatwiej jest dentyście przekonać go do potrzebnego leczenia. Wielu dentystów zamawia nawet po kilkaset sztuk, a potem regularnie dokupują kolejne egzemplarze!

 

Równie często udzielają się państwo w mediach. Czy ta aktywność pomaga w prowadzeniu praktyki?

D.S.: Dużo zaproszeń dostaliśmy właśnie dzięki książce. To bardzo miłe, gdy możemy wystąpić na przykład w TVP2 w Pytaniu na śniadanie czy w innych programach. To dla nas ciekawostka. Podobnie było w przypadku wyprawy do Afryki. To, co robimy, wzbudza ciekawość. Natomiast ciężko powiedzieć, czy ma to wpływ na praktykę. Większość pacjentów trafia do nas z polecenia, zarówno przez innego lekarza, jak i naszych pacjentów. Przeprowadzamy ankiety na ten temat.

P.S.: Z pewnością występy w mediach mają wpływ na oglądalność strony internetowej. Zresztą, to jest bardzo długoterminowa inwestycja.

 

Wyjście do pacjentów to nie tylko książki i artykuły. Kolejną formą państwa działalności jest również pomoc potrzebującym zagranicą. W zeszłym roku na stronie przychodni na Facebooku można było obejrzeć fotorelację z The Mwereni Integrated School for the Blind w Tanzanii…

D.S.: Zainspirował nas jeden z nauczycieli autoprezentacji, który wspiera fundację pomagającą dzieciom ze szkoły w Tanzanii. To w dużej mierze dzieci specjalnej troski i niewidome. Z chęcią wzięliśmy udział w pomocy.

 

Można się domyślić, że wśród pacjentów z Afryki próchnica nie jest najczęstszym problemem. Z czym młodzi pacjenci zgłaszali się do państwa najczęściej?

P.S.: Na pewno nie mają problemów z próchnicą, ponieważ jedzą nieprzetworzoną żywność, nie piją napojów słodzonych, nie jedzą słodyczy. W szkole pracuje higienistka wyszkolona przez amerykańskiego dentystę. Pomaga dzieciom w szczotkowaniu, dzięki czemu mniej więcej wiedzą, jak robić to poprawnie. W Afryce wszystko kosztuje więcej niż w Europie, więc nawet szczoteczka i pasta do zębów są tam pewnym luksusem.

D.S.: Przerażająca była wiadomość, ile szczoteczek ma szkoła. Chodziło o kilka-kilkanaście sztuk. Dzięki pomocy ludzi w Polsce i kampanii, którą tu zorganizowaliśmy, udało nam się zebrać kilka tysięcy szczoteczek dla dzieci.

P.S.: W sumie około 40 kg szczoteczek, nici dentystycznych, past do zębów…

D.S.: Obliczyliśmy, że jeśli będą te szczoteczki wymieniać co dwa miesiące, powinno ich starczyć na około rok.

BAD_3821

 

Jednym z istotnych obszarów państwa działalności szkoleniowej jest prowadzenie wykładów i warsztatów pod szyldem Akademii Dawsona. Jakie korzyści z tych szkoleń wynosi lekarz stomatolog?

D.S.: Działalność Akademii polega na leczeniu pacjentów w taki sposób, żeby mieli zdrowe zęby do końca życia. Chodzi o leczenie kompleksowe, a nie o „stomatologię jednego zęba”. Narząd żucia to nie tylko zęby. To również mięśnie i stawy – układ, który musi pracować w równowadze. Jeśli ulegnie ona zachwianiu, będziemy mieć do czynienia ze startymi zębami, nadwrażliwością, zębami niepotrzebnie leczonymi kanałowo czy pękającymi licówkami. Akademia Dawsona uczy, jak leczyć chorobę okluzyjną i mieć zawsze przewidywalne efekty leczenia.

 

Czym te szkolenia różnią się od innych, dostępnych na rynku?

P.S.: Przede wszystkim sprawdzonym systemem. W Stanach Zjednoczonych szkolenia Akademii są organizowane już od 30 lat. Organizacja i dopięcie wszystkiego na ostatni guzik to dość duże wyzwanie, być może właśnie dlatego nikt w Polsce wcześniej tych szkoleń nie organizował. Każde ćwiczenie robione na kursie w Polsce ma identyczny przebieg jak ćwiczenia robione w USA. Wszystkie materiały są takie same. Poza tym każdy krok, każdy etap szkolenia jest mądrze zaplanowany. Między ćwiczeniami zachowany jest odpowiedni odstęp czasowy, co zapewnia możliwość wprowadzenia tego, czego się nauczymy, do praktyki stomatologicznej.

D.S.: To, co wyróżnia Akademię, to fakt, że wszyscy jej nauczyciele, włącznie z nami, mają misję, chcą nauczać. Nikt nie ukrywa swojej wiedzy. Program jest zaplanowany logicznie, tak, by lekarz jak najszybciej mógł zrozumieć, o co chodzi, i mógł stosować to podczas leczenia. Sama byłam na niejednym wykładzie, na którym było widać, że ktoś po prostu chce się pochwalić wiedzą, a nie ją przekazać. Myślę, że to właśnie jest ta różnica.

P.S.: Lekarzowi łatwiej rozmawiać również z pacjentami. Jeżeli posiada odpowiednią wiedzę, to pacjent to czuje. Jest to swego rodzaju pewność siebie, którą pacjenci wyczuwają o wiele szybciej niż jakieś udawanie….

D.S.: Łatwiej wtedy przekonać pacjenta do leczenia, powiedzieć mu, że jest ono potrzebne. Dzięki temu akceptuje on planowane przez nas zabiegi.

 

Kiedy kolejna Akademia Dawsona?

P.S.: W maju, czerwcu odbędą się warsztaty dla grup, które już zaczęły curriculum, a pierwsze seminarium dla nowych osób – w grudniu 2015 roku.

 

Mają państwo za sobą wyjazd do USA na spotkanie AARD – American Academy of Restorative Dentistry. Czy ta podróż zaowocowała bądź zaowocuje nowymi przedsięwzięciami Akademii Dawsona w Polsce?

P.S.: Myślę, że tak. Akademia Dawsona, oprócz części związanej z okluzją, prowadzi też seminaria, które nazywają się „The Total Wellness Dental Practice”. Są one poświęcone połączeniu zdrowia jamy ustnej z całym organizmem. To wykłady dla całych zespołów stomatologicznych. W najbliższym czasie chcemy je zorganizować także w Polsce. Nie chcemy jednak ograniczyć się do stomatologów. Pragniemy, by były skierowane także do dietetyków, do pielęgniarek i lekarzy rodzinnych. Wszystko odbędzie się w formie wykładów. Na pewno jeden event w roku.

 

Jakie są państwa plany na przyszłość? Kolejna książka? Może konferencje? Wykłady? Publikacje?

P.S.: Na razie koncentrujemy się na tym, żeby w przyszłym roku rozpocząć kolejny cykl szkoleń Akademii Dawsona w nowej sali wykładowej.

D.S.: Ja prowadzę także własne szkolenia – ze stomatologii zachowawczej. Podstawowym kursem jest szkolenie „Jak robić piękne wypełnienia w odcinku bocznym”. Ten temat bywa zaniedbywany. Wydaje się, że każdy to umie, a przynajmniej powinien umieć, ale często widzę wśród lekarzy pewne braki w tej kwestii. Mój autorski program uczy nie tylko zawodowych umiejętności, ale także tego, jak rozmawiać z pacjentem, jak wprowadzić wyższe ceny do swojej praktyki, aby móc zapewnić pacjentom wysokiej jakości leczenie i jak mieć radość z tego, co się robi. Szkolenia stawiają na połączenie rozwoju zawodowego z osobistym.

Autorski program szkoleń zaczęłam realizować w zeszłym roku. Przyjeżdżają na nie lekarze z całej Polski. Cieszę się z pozytywnych opinii. Lekarze po odbytych kursach przysyłają zdjęcia, na których widać efekty nauki. Wtedy jestem naprawdę szczęśliwa – uczniowie przerastają mistrza.

BAD_3823

 

Co sprawia państwu najwięcej satysfakcji podczas pracy?

D.S.: Mnie – uśmiech pacjenta. Sytuacja, w której może się on znowu uśmiechać.

P.S.: Pacjenci, którzy po leczeniu stomatologicznym nabierają pewności siebie, a ich życie zaczyna mieć zupełnie inny bieg. Niesamowita jest ich radość i dbałość o zdrowie jamy ustnej. Cieszy nas również, kiedy inni lekarze pokazują nam efekty swojej pracy, to jak po kontaktach z nami zmienia się ich zaangażowanie w stomatologię, w pacjentów, w edukację. W ludziach drzemie niesamowita siła i wielkie możliwości – trzeba tylko pozwolić im to odkryć.

 

Czy przy takiej ilości pracy mają państwo choć trochę czasu na relaks?

D.S.: Być może ostatnio brakowało nam trochę balansu w tej kwestii… Ale staramy się cieszyć chwilą, nie narzekać i nie tracić na to czasu, tylko działać. Natomiast na ten rok mamy zaplanowane wakacje.

 

Jakie są najczęstsze problemy państwa pacjentów?

D.S.: Nieumiejętność czyszczenia zębów, z czego wynikają ogromne problemy z próchnicą. Wielu ludzi przyjmuje swój nieestetyczny uśmiech jak wyrok i nie dopuszcza do siebie myśli, że można to zmienić. Ogromnym problemem jest także ścieranie się zębów przez nieprawidłową okluzję. 99% pacjentów ma chorobę okluzyjną. Z tego wynikają również takie problemy, jak migrenowe bóle głowy.

P.S.: Problemem jest również edukacja. Pacjenci nie myją zębów i nikt nie mówi im o tym, że powinni. Często przychodzą do naszego gabinetu
15 lat za późno. Usługi stomatologiczne w Polsce są zbyt tanie. Gdyby kosztowały tyle samo co w USA, być może więcej osób zaczęłoby szanować własne zdrowie. Musi także nastąpić zmiana wśród dentystów. Jeżeli nie zmieni się środowisko, jeżeli nie zaczniemy zwracać uwagi na to, żeby pacjenci myli zęby, dbali o siebie, regularnie przychodzili na wizyty, to nic nie pomoże.

 

Jest jeszcze nadzieja w młodych. Dziękuję za rozmowę.

 

Fotografie: Maciej Ochman | BadCompany

Przejdź do następnej strony

Nasi klienci